Literatura, Pobożność, Sport, Sztuka, Życie chrześcijańskie

Sztuka i zabawa; James B. Jordan

Sztuka i zabawa; James B. Jordan

I.

Większość ludzi uważa, że sztuka służy głównie celom dekoratywnym. Te zaś nigdy nie są tak ważne jak ekonomia, polityka bądź religia. Jednak z biblijnej perspektywy sztuka znajduje się bardzo blisko jądra ludzkiej egzystencji. Wszechświat stworzony przez Boga jest dziełem sztuki Wielkiego Artysty, a ponieważ człowiek ma naśladować Boga, to na pewno jednym z naszych przywilejów jest podglądanie twórczości Stwórcy.

Ponadto ponieważ wszystko jest dziełem Boga, dlatego wszystko w jakiś sposób odzwierciedla Jego osobowość. Podobnie jak muzyka Beethovena jest odbiciem osobowości kompozytora, a śpiew Elvisa Presleya mówi nam wiele o piosenkarzu. Na tej samej zasadzie cały wszechświat ukazuje nam pewne aspekty boskiej Osoby. W tym sensie wszystko, co istnieje, jest symbolem Boga i na Niego wskazuje. Oczywiście z powodu grzechu wiele z tych symboli i wskazówek zostało zniekształconych. Niemniej jednak symboliczny i artystyczny wymiar stworzenia zajmuje centralne miejsce w chrześcijaństwie.

Nie zapominajmy też, że człowiek został stworzony na obraz Boga. To znaczy, że człowiek jako korona stworzenia jest szczególnym symbolem Boga. Człowiek objawia Boga bardziej niż jakikolwiek inny element świata. Jako szczególny symbol człowiek jest zdolny do samodzielnego wytwarzania symboli. Naśladując Boga, człowiek myśli i działa w sposób symboliczny i artystyczny. Z tego powodu wyrażamy nasze najważniejsze i najdroższe przekonania i wierzenia, dobre czy złe, symbolicznie i artystycznie.

W znacznym też stopniu życie naśladuje sztukę. Najpierw pojawia się pierwotna koncepcja, zamysł, schemat, potem przychodzi czas na jego rozwinięcie i realizację. Ateistyczna sztuka posługuje się schematami i wzorcami, które prowadzą człowieka od Boga. Chrześcijańska sztuka ustanawia schematy komunikujące i wzmacniające Bożą prawdę.

Głównym wyrazem artystycznej strony życia jest nabożeństwo – sztuka, którą Bóg najpełniej objawił i strzeże, a której człowiek doświadcza w samym centrum duchowego życia. Dlatego też sztuka liturgii jest najważniejszą dziedziną sztuki, choć wielce zaniedbaną we współczesnej chrześcijańskiej teorii sztuki.

Oczywiście w kilku krótkich artykułach nie sposób zagłębić się w temat. Moim celem jest jedynie naszkicowanie biblijnej teorii sztuki w nadziei, że „zachęci to braci do dobrych uczynków”.

Ponieważ obecną tendencją jest traktowanie sztuki głównie jako rozrywki, pewien rodzaj zabawy i gry, dlatego rozpocznę od kilku uwag na temat zabawy i sportu, zanim zajmę się samą sztuką. W rzeczy samej sztuka jest zabawą, a nawet najwyższą formą zabawy.

Chwała

Sport i gry adresowane są do wielu różnych pragnień tęsknot człowieka: pragnienia zabawy i chwały, żądzy przemocy i osądu. Przyjrzyjmy się każdemu z nich.

Chrześcijanin uprawia sport dla zabawy. Jest tak, ponieważ chrześcijanin jest pojednany z Bogiem i cieszy się życiem. Chrześcijanin wie, gdzie i kiedy być poważny, a gdzie i kiedy można się zrelaksować. Zachowuje powagę w poważnych sprawach, takich jak osąd, a do spraw mniej istotnych, jak na przykład wynik meczu, nabiera odpowiedniego dystansu.

Biblia mówi: „Raduj się, młodzieńcze, w swojej młodości i bądź dobrej myśli, póki jesteś młody. Postępuj tak, jak każe ci serce, i używaj, czego pragną twoje oczy, lecz wiedz, że za to wszystko pozwie cię Bóg na sąd. Otrząśnij się z utrapienia swojego serca i odrzuć słabości swojego ciała! Gdyż młodość i jej rozkwit są marnością” (Koh 11,9-10; ostatnie zdanie nie znaczy, że młodość jest próżna, lecz ulotna). Dzięki pouczeniu Pisma wiemy, co jest ważne i istotne, za co Bóg wezwie nas na sąd, a co może być przedmiotem gry i zabawy.

Teologia gry i zabawy wyrażona jest w Przypowieściach Salomona: „Ja byłam u jego boku mistrzynią, byłam jego rozkoszą dzień w dzień, igrając przed nim przez cały czas, igrając na okręgu jego ziemi, rozkoszując się synami ludzkimi” (8,30-31). Pamiętajmy, że są to słowa Mądrości, Chrystusa przed wcieleniem. Chrześcijanin gra i bawi się, ponieważ Bóg czyni to samo. Bóg raduje się i igra ze swoim stworzeniem.

Nie ma więc nic chrześcijańskiego w mrukliwości i oschłości. Chrześcijanin kocha zabawę i śmiech. Dotyczy to także purytanów mimo wszystkich kłamstw na ich temat, jakie wyprodukowano przez wieki. Poświęcenie umiarkowanej ilości pieniędzy i czasu na zabawę i rekreację jest bardzo ważne dla zdrowego stylu życia.

Niechrześcijanin nie potrafi jednak grać tylko dla zabawy, ponieważ gra o chwałę i uznanie. Od czasu do czasu zawody sportowe kończą się burdami. Kilka lat temu mecz piłkarski między reprezentacjami dwóch południowoamerykańskich państw doprowadził niemal do wojny. Oczywiście, stały za tym wcześniejsze napięcia w sferze polityki. Podobnie nie są rzadkością bójki w pubach podczas transmisji zawodów sportowych. Nie sposób też oddzielić międzynarodowej polityki od Olimpiady. Sławni sportowcy zarabiają krocie.

Chwała i cześć to osobliwe zjawiska. Chwała ma charakter społeczny. Nawet na ludzi, którzy nigdy nie kopnęli piłki, spływa chwała, kiedy wygra ich drużyna. Chwała jest jak ubranie, a człowiek czuje się nagi i zażenowany, kiedy jest z niej odarty. Czuje wstyd – przeciwieństwo chwały.

Kiedy Adam i Ewa zgrzeszyli, stracili poczucie bezpieczeństwa. Bardzo starali się ponownie okryć (czy też: o-kryć). Kiedy Bóg obnażył ich nagość, zwrócili się ku przemocy, obwiniając się nawzajem i swoje środowisko. To jest styl bycia człowieka nienawróconego. Pilnie zabiega o chwałę i uznanie w oczach innych. Nie tylko smuci się, ale nawet staje się agresywny, kiedy bywa zawstydzony. Tylko w tym kontekście zrozumiemy miejsce i rolę sportu we współczesnym świecie.

Chrześcijanin nie musi sam zabiegać o własną chwałę. Wie, że jego zadaniem jest wielbienie Boga i radowanie się Nim na wieki. Chwała spływa na niego, ponieważ jest dzieckiem Boga. Chrześcijanin czerpie poczucie własnej wartości z bycia członkiem Bożego domostwa. Nienawrócony człowiek musi to wszystko zdobyć sam dla siebie. Z tego powodu to, co powinno być tylko grą i zabawą, urasta do miary spraw pierwszorzędnych.

Często człowiek nienawrócony traktuje sport z największą powagą, ponieważ jest on źródłem jego chwały i poczucia własnej wartości. Niektórzy osiągają chwałę przez wspięcie się na szczyty kariery zawodowej, gdzie jednak nie ma zbyt wiele miejsca. Dla mas pozostają inne rozwiązania – wygrana w bezsensownej wojnie lub wygrana w bezsensownym meczu. Dlatego wszystkie etatystyczne rządy sponsorują sport, by dostarczyć masom sztucznego poczucia chwały i uznania, by ukryć przed nimi to, że w rzeczywistości są impotentne (polecam film pt. Rollerball).

W oczach chrześcijanina przypisywanie tak wielkiego znaczenia kopaniu piłki jest czystą głupotą. Kopiemy piłkę dla zabawy, a nie dla zaszczytów.

Przemoc w sporcie

Chrześcijanin nie znajduje przyjemności w przemocy. Ból ciała jest sygnałem, że coś jest nie w porządku. Lubowanie się bólem i przemocą jest nienormalne i diaboliczne. Jednak ludzie wciąż znajdują jakąś radość czy to w zadawaniu innym bólu i poniżaniu ich, czy też w oglądaniu, jak inni są maltretowani lub poniżani. Jeden z wielkich Ojców Kościoła, Augustyn, biskup Hippony, zostawił nam opis religijnej siły przemocy:

Nie porzucając bynajmniej widoków kariery, której konieczność wmówili mu rodzice, Alipiusz wcześniej ode mnie wyjechał do Rzymu, aby tam studiować prawo. Trudno uwierzyć, co się w Rzymie znów z nim stało: zapłonął niesłychaną namiętnością do walk gladiatorskich. Początkowo brzydził się nimi inie chciał chodzić do amfiteatru. Kiedyś jednak, właśnie w porze, gdy się odbywały te okrutne i krwawe walki, jacyś jego przyjaciele i koledzy ze studiów, na których się natknął wracając z obiadu, przyjacielskim przymusem przełamali wszystkie jego gwałtowne sprzeciwy i zaprowadzili go do amfiteatru. „Chociaż zaciągniecie tam moje ciało, czyż zdołacie sprawić, bym patrzył na te widowiska i poświęcał im uwagę? Będę tam przebywał nieobecny, okazując się silniejszym i od was, i od nich”. Słysząc to, przyjaciele ani trochę nie słabli w zapale i może właśnie po to tak gorliwie go wlekli, aby sprawdzić, czy rzeczywiście okaże się tak odporny. Gdy przyszli i usiedli na miejscach, jakie znaleźli wolne, już wszystko dookoła było rozpalone żądzą krwi.

Alipiusz mocno zacisnął powieki i postanowił sobie w duchu, że nic nie będzie miał wspólnego z tą okropnością. Czemuż nie zamknął uszu tak samo szczelnie! Oto w pewnym momencie walki, gdy uderzył w niego wrzask zgromadzonego tłumu, już nie zdołał przezwyciężyć ciekawości. Niezależnie od tego, co to mogło być, był przekonany, że od takiego widoku odwróci się ze wstrętem. Otworzył więc oczy i wówczas dusza jego została ciężej zraniona, niż zraniono ciało tamtego człowieka, którego on ujrzeć zapragnął. Upadł jeszcze okropniej niż tamten, którego upadek wrzawę ową rozniecił. Właśnie ta wrzawa przedarła się przez uszy Alipiusza i rozsunęła jego zaciśnięte powieki, skutkiem czego dusza została odsłonięta dla ciosu, który w dół ją strącił. Była w tym raczej zuchwałość niż odwaga, a słabość duszy polegała na tym, że zaufała ona sobie samej, podczas gdy winna była Tobie ufać. Alipiusz, ujrzawszy krew na arenie, jakby zachłysnął się okrucieństwem. I bynajmniej głowy nie odwrócił, lecz wpatrywał się w tę scenę i sycił się dziką furią – a nie wiedziało tym. Wprawia go w zachwyt zbrodnicza walka, upajał się rozkoszą broczącej z ran krwi. I nie był już taki, jaki był wtedy, gdy przyszedł do amfiteatru; już należał do tego tłumu, z którym się zmieszał, był prawdziwym towarzyszem tych, którzy go do amfiteatru przywiedli. Trzebaż o tym więcej mówić? Wpatrywał się, wrzeszczał, kipiał namiętnością. I do domu zabrał z sobą to szaleństwo, które mu potem kazało nieraz do amfiteatru wracać – nie tylko z tymi, którzy go po raz pierwszy tam zaciągnęli, lecz nawet przed nimi, i jeszcze innych tam przyprowadzał. A jednak Ty ręką swoją silną a miłosierną wyrwałeś go z tego obłędu. I nauczyłeś go, że powinien Tobie, a nie sobie samemu ufać. Lecz stało się to znacznie później. [Św. Augustyn, Wyznania, tłum. Z. Kubiak, VI.8].

Dlaczego przemoc jest tak uzależniająca? Biblia mówi, że człowiek został stworzony na ziemi na obraz i podobieństwo Boga. Z kolei zwierzęta są obrazem człowieka i dlatego Pismo wielokrotnie porównuje ludzi z różnymi zwierzętami. Upadli ludzie nienawidzą Boga i wszelkiej o Nim myśli. Z tego powodu ludzie zabijali proroków, męczenników i Jezusa Chrystusa. Nienawidzący Boga człowiek reaguje przemocą na wszystko, co przypomina mu o Bogu.

Zobaczmy, jak to działa. Po pierwsze, ludzie często lubią przyglądać się cierpieniom bliźnich. Coś raduje się w naszym sercu, kiedy inni są gnębieni i poniżani. W głębi serca kiełkuje zawiść wobec tych, którym powodzi się lepiej niż nam. Kiedy zaś podwinie im się noga, przez moment cieszymy się tym. Jak zdziwieni i poruszeni jesteśmy na widok tego, co wypływa z naszych wnętrzności! Jeśli nie opanujemy takich reakcji, to wydadzą one ohydny owoc.

Przez wieki w każdej kulturze ludzie wymyślali zawody sportowe, które były wyrazem tego umiłowania przemocy. Nie pojmujemy, jak Rzymianie mogli z przyjemnością oglądać walki gladiatorów, ale boks nie jest wiele lepszy. Dlaczego ludzie lubią oglądać boks? Czy tylko dla umiejętności i sprawności zawodników? Dlaczego widzowie domagają się krwi w czasie walki? Czy dlatego Bóg dał nam zdrowe ciała, byśmy nawzajem rozłupywali sobie czaszki i to ku uciesze tłumu? Czy takie jest zadanie człowieka na ziemi? Czy to podoba się Bogu?

Boks nie jest jedynym przykładem tego typu sportu. Podobnie jest a wrestlingiem, gdzie zawodnicy są aktorami udającymi, że czynią sobie nawzajem okropne rzeczy, na przykład skaczą na czaszki z wielkiej wysokości. Gdyby robili to na serio, pozabijaliby się. Ale to tylko show. Dlaczego więc ludzi się nim ekscytują? A wielu z nich wierzy, że to wszystko jest naprawdę. Denerwują się, kiedy ktoś zwraca im na to uwagę. Dlaczego upierają się, że wrestling jest sportem, a nie teatrem? Ponieważ człowiek lubi czuć dreszcz wywołany bliskością śmierci i zapachem krwi.

Można też wskazać na pewnego rodzaju wyścigi i tym podobne zawody, które żerują na ludzkiej żądzy krwi. W jakimś stopniu dotyczy to footballu, który jest jedną z bardziej prominentnych religii Ameryki.

Po drugie, człowiek lubi znęcać się nad zwierzętami. Nawet małe dzieci często zamęczają zwierzęta na śmierć. Prawie w każdym sąsiedztwie znajdzie się jakiś dzieciak, który kocha wieszać za ogon koty na drzewie lub nadmuchiwać żaby. W ten sposób dzieci nie tylko ujawniają własne zepsucie, ale też są obrazem rodziców. W Ameryce walki byków są nielegalne z powodu chrześcijańskich wpływów. Jednak wraz z zanikiem tych wpływów w społeczeństwie, możemy coraz częściej usłyszeć o walkach psów lub kogutów.

Po trzecie, ponieważ człowiek nienawidzi wszystkiego, co przypomina mu o Bogu, dlatego nienawidzi sam siebie. „Wszyscy, którzy mnie nienawidzą, miłują śmierć” (Prz 8,36), mówi Bóg. Ponieważ człowiek nienawidzi siebie, dlatego lubi doświadczać bliskość śmierci. Ponadto lubi grać Bogu na nosie i dlatego wymyśla sporty, w których ociera się o śmierć. Chrześcijanin z kolei znalazł Boga, a kto Go „znalazł, znalazł życie” (Prz 8,35), dlatego chrześcijanin kocha życie i nie lubuje się w oglądaniu śmierci.

Co w takim razie z myślistwem? Oto sport związany ze śmiercią. Niektórzy chrześcijanie odnoszą się do niego z niechęcią. Można jednak powiedzieć, że Bóg stworzył zwierzęta, by dostarczały człowiekowi pożywienia i odzienia. I nawet w naszej cywilizacji człowiek jest odpowiedzialny za kontrolowanie pogłowia zwierzyny. Myślistwo więc jest nie tylko sportem, który wielu ludziom sprawia radość, ale też jest społecznie użyteczny. Oczywiste jest jednak to, że myślistwo musi być nadzorowane, by nie dopuścić do wybicia różnych gatunków zwierząt. Myślę więc, że o ile nie mamy do czynienia z zamierzonym okrucieństwem, chrześcijanom wolno polować.

Football

Weźmy na przykład football – prawdopodobnie najważniejszy sport w Ameryce. W porównaniu z koszykówką lub siatkówką jest to dyscyplina, której towarzyszy spora doza przemocy. Z drugiej strony, zawodnicy noszą liczne ochraniacze i kaski, więc nie są tak bardzo narażeni na kontuzje. Co więc mamy myśleć o footballu?

Przede wszystkim, trzeba powiedzieć, że rozgrywki zawodowców nie powinny odbywać się w niedzielę. Biblia przykazuje chrześcijanom, by w niedzielę udali się na nabożeństwo i odpoczęli po całym tygodniu pracy. Problemem nie jest więc gra za pieniądze, lecz gra za pieniądze w niedzielę. Są lepsze i ważniejsze rzeczy niż oglądanie meczu w niedzielę lub też granie za pieniądze w niedzielę.

Można też dodać, że dla wielu osób w naszym społeczeństwie football, bardziej niż inne dyscypliny sportu, pełni rolę religii. Cotygodniowy mecz jest najważniejszym wydarzeniem tygodnia. Jest głównym czasem odpoczynku i relaksu. Wrzeszczenie na stadionie lub popijanie piwa przed telewizorem działa jak pseudo-regenerujące doświadczenie oczyszczenia, które sprawia, że człowiek czuje się odprężony i odświeżony. O ile jego drużyna nie przegra. Oczywiście nie wszystkich to dotyczy, ale wielu zachowanie fanów sugeruje, że ich stosunek do ulubionej dyscypliny sportu oraz ukochanej drużyny ma religijny charakter.

Po trzecie, trzeba zgodzić się z opinią wielu lekarzy, że football szkodzi zdrowiu młodym ludziom. Biblia i doświadczenie podpowiadają, że człowiek dojrzewa fizycznie około trzydziestego roku życia. Do tego czasu zbyt wielkie fizyczne obciążenie może mieć złe skutki dla wciąż rozwijającego się układu kostnego i stawów. Nie bez powodu Bóg stwierdził, że lewitom wolno było nosić ciężkie kadzie z wodą w świątyni między trzydziestym a pięćdziesiątym rokiem życia (Lb 4; symbolicznie oznacza to, że człowiek poniżej trzydziestego roku życia nie powinien brać na swoje ramiona odpowiedzialności za Kościół).

Po czwarte, w świetle powyższej dyskusji należy stwierdzić, że popularność footballu bierze się po części z jego brutalności. Nie bez znaczenia jest też chęć zdobycia uznania i splendoru dla szkoły, miasta itp.

Po piąte, chodzi głównie o to, by nie dać się ponieść tłumom i zarazić się ich grzesznym stosunkiem do footballu. Football sam w sobie wielu ludziom sprawia radość, a radość jest w porządku.

Mamy doceniać umiejętności zawodników, mamy cieszyć się zabawą, możemy dopingować naszej drużynie, pod warunkiem, że nie będzie to dla nas zastępcza droga do chwały.

To rodzi końcowe pytanie. Czy można doceniać umiejętności na przykład bokserów? Wydaje się, że tak pod warunkiem, że nie towarzyszy temu żądza krwi, a sama walka odbywa się w warunkach obniżających ryzyko kontuzji lub ciężkiego urazu. Jednak trudno jest docenić umiejętności torreadora znęcającego się nad bykiem.

Gry losowe

Niektórzy chrześcijanie uważają, że należy stronić od gier, w których używa się kart lub kości. Twierdzą bowiem, że są to gry losowe, a w świecie rządzonym przez opatrzność Bożą nie ma miejsca na ślepy los. Mówią, że udział w grach losowych równa się udawaniu, że ślepy los naprawdę istnieje, a to ich zdaniem ociera się o bluźnierstwo.

Nie sądzę, że jest to słuszna linia argumentacji. Skoro nie istnieje ślepy los, to nie potrzeby się nim przejmować. Prawdą jest też, że choć wszystko dzieje się według woli Boga, to jednak wieloma zdarzeniami zdaje się rządzić przypadek. Bóg sprawia rzeczy, których nie rozumiemy. Na przykład, Bóg wielokrotnie obiecywał, że wszelkie błogosławieństwo tym, którzy są Mu posłuszni. Hiob był najbardziej sprawiedliwym człowiekiem Wschodu, a jednak pewnego dnia stracił wszystkie błogosławieństwa. Bóg nie powiedział mu, dlaczego tak się stało. Hiob nie poznał związku między skutkiem i przyczyną. Jego przyjaciele próbowali wyjaśnić sytuację i doszli do wniosku, że Hiob musiał dopuścić się jakiegoś grzechu. Byli  jednak w błędzie.

Wiemy, że takie rzeczy nie dzieją się przypadkiem, ponieważ przypadek nie istnieje. Nie ma jednak nic złego w grze, która przypomina, że z powodu nieznajomości ukrytej woli Boga wiele wydarzeń jawi się nam jako przypadkowe. Takie gry uczą też najlepszego wykorzystania dostępnych środków i możliwości w świecie, nad którym nie sprawujemy pełnej kontroli. Czasami inni dysponują większymi środkami, lecz czynią to gorzej i dlatego przegrywają. Zwłaszcza dzieci mogą dzięki takim grom przyzwyczaić się do „niesprawiedliwości” losu. Zwłaszcza początkowo dzieci przegrywając, złoszczą się, muszą więc nauczyć się godzić z tym i postrzegać grę z przymrużeniem oka.

II.

Hazard

Biblia nigdzie wprost nie potępia hazardu i dlatego powinniśmy być ostrożni w jego ocenie. Zacznę od przedstawienia argumentów przeciwko hazardowi, ale później pewnie zdziwię wielu czytelników, twierdząc, że hazard nie zawsze jest grzechem. Nie wypowiadam się jednak o loteriach państwowych ani całej otoczce towarzyszącej kasynom. Mówimy tylko o zakładach i hazardzie w zwykłym życiu

Oprócz pragnienia chwały i krwi również hazard pozbawia ludzi radości życia. Pastorzy i teologowie przez wieki potępiali hazard, a czynili to z prostego powodu – jeśli wierzymy, że Bóg wszystko osądzi, to tracimy zainteresowanie hazardem. Pieniądze to jedna z najważniejszych rzeczy w życiu. Bóg ustanowił je środkiem dla zaspokojenia wielu naszych potrzeb. Ponadto Bóg powierzył nam pieczę nad stworzeniem, co znaczy, że rozliczy nas z tego, co uczyniliśmy z pieniędzmi i dobrami, w jakie nas wyposażył. Bóg potępia tych, którzy zakopują talenty, a błogosławi tych, którzy mądrze obracają pieniędzmi (Mt 25,14-30).

Dlatego chrześcijanin ostrożnie obchodzi się z powierzonymi mu pieniędzmi. Jak już widzieliśmy, nie ma nic złego w wydaniu części tych pieniędzy na zabawę i rekreację. Hazard jednak traktuje to, co ważne, w błahy sposób. Hazard to rozrzutność. Hazardzista nie zachowuje się jak dobry gospodarz, który musi rozliczyć się z majątku. Zabawa związana z hazardem polega właśnie na radości płynącej z lekkiego traktowania pieniędzy. Co prawda również kupno deseru lodowego może być stratą pieniędzy, lecz lody są smaczne same w sobie, podczas gdy przyjemność hazardu bierze się z samej straty.

Hazard uzależnia, ponieważ człowiek kocha śmierć. Zazwyczaj gramy, by przegrać, a póki mamy pieniądze, póty nie odchodzimy od stołu. Mało kto odchodzi, kiedy coś wygra. Dlatego kasyna zarabiają krocie.

Pomówmy jednak raczej o nieformalnym zakładaniu się. Ludzie robią zakłady przy okazji zawodów sportowych. Pokazują tym samym, że traktują sport bardzo serio. Nie potrafią po prostu odprężyć się i cieszyć widokiem sportowego współzawodnictwa. Muszą być bardzo poważni. Muszą podbić stawkę.

Człowiek nienawrócony odwraca kolej rzeczy. Traktuje serio to, co powinno być zabawą. Ryzykuje tym, co zostało mu powierzone przez Boga. Zachowuje się tak, jakby Boga nie było albo jakby Bóg nie był Sędzią. Uprawiając hazard, przeczy rzeczywistości nadchodzącego sądu: „Nikt nie ma prawa rozliczać mnie, co robię z moimi pieniędzmi”.

Innymi słowy, za trwonieniem pieniędzy kryją się bardzo poważne religijne przesłanki. Świadome marnotrawstwo jest dlań religijnym działaniem. Jest wyznaniem wiary, że Boga nie ma, on zaś może robić ze swoim majątkiem, co mu się żywnie podoba. Kiedy ktoś wymienia pieniądze na jakiś towar, wtedy wyznaje, że czegoś potrzebuje. Kiedy jednak ktoś traci pieniądze dla samej przyjemności płynącej z rozrzutności, wtedy wyznaje, że nic mu nie potrzeba.

Im poważniej traktujemy twierdzenie Pisma Świętego, że Bóg odbędzie sąd nad każdym czynem (Koh 12,14), tym mniej jesteśmy skłonni do lekceważenia czegokolwiek, do trwonienia pieniędzy, majątku, życia.

Powiedziawszy to wszystko, muszę zwrócić uwagę na to, że wielu poważnych teologów i etyków, wierzących w natchnienie i bezbłędność Biblii, uważa, iż hazard nie zawsze jest zły. Oto ich argumenty:

Po pierwsze, czy rzeczywiście radość związana z hazardem płynie tylko ze straty pieniędzy? Gra na automatach na przykład jest sama w sobie fascynująca i wiąże się z nadzieją wygrania pieniędzy.

Po drugie, powyższe argumenty traktują pieniądze w sposób niemal bałwochwalczy. Jeśli ryzykujemy innymi rzeczami, to dlaczego nie możemy grać na pieniądze? Pieniądze są w końcu tylko jednym z wielu towarów. Jeśli bawimy się przy pomocy innych rzeczy podlegających wymianie handlowej, to dlaczego nie mamy bawić się przy pomocy samych pieniędzy?

Po trzecie, jeśli nie jest niczym złym „zmarnowanie” kilku dolarów na słodycze lub powieść, to dlaczego musi być złe „zmarnowanie” kilku dolarów na automat do gier lub los na loterii?

Po czwarte, jeśli Pismo nie potępia hazardu, to czyż nie jest ryzykowne absolutne potępienie go z naszej strony? Czy chcemy „dodawać do Słowa Pana”?

Myślę zatem, że hazard nie jest sprawą przykazań Bożych, lecz naszych motywacji i okoliczności. Skoro Biblia nic wprost o nim nie mówi, to nasz osąd musi oprzeć się na motywach stojących za hazardem.

Dlaczego uprawiamy hazard? Czy również nami powodują destruktywne pragnienia? Czy też chodzi tylko o odrobinę zabawy? Czy grzechem jest podłożenie monety pod nadjeżdżający pociąg lub zalaminowanie dolara?

Ortodoksyjni kalwińscy etycy proponują następujące rozwiązanie dylematu: Po pierwsze, jeśli jestem biednym ojcem, to nie powinienem krzywdzić mojej rodziny, trwoniąc pieniądze na słodycze, wino, hazard czy nawet bilet do kina. Po drugie, jeśli jestem uzależniony od słodyczy, wina, hazardu lub kina, nie powinienem wydawać na nie pieniędzy. Po trzecie, jeśli jednak dobrze zarabiam i nie brakuje mi pieniędzy na podstawowe potrzeby mojej rodziny, a nawet zostaje mi trochę pieniędzy z miesiąca na miesiąc, to nie koniecznie jest coś złego w wydaniu pewnej kwoty na to, co sprawia mi przyjemność.

Oczywiście nie wszystko jeszcze powiedziano w kwestii hazardu. Przedstawiłem jednak argumenty obu stron po to, by czytelnik mógł wyrobić sobie własne zdanie.

Humor

Ponieważ chrześcijanin traktuje Boga serio, dlatego też nie bierze siebie zbyt poważnie. Z tego powodu chrześcijanie mogą śmiać się nawet w trudnych sytuacjach, podczas gdy niechrześcijanin nawet do zabawy podchodzi bardzo serio. Nie mówię przy tym, że w życiu chrześcijanina nie ma miejsca na smutek i łzy lub że chrześcijanin nigdy nie jest poważny. Jednak jak sąd Boży stanowi kontekst dla poważnego traktowania życia, tak Boża suwerenność stanowi kontekst dla nie przejmowania się zbytnio tym, co się wokół nas dzieje. Realizacja Bożego planu nie od nas zależy. Mamy przywilej być jego częścią, jednak nawet jeśli my zawiedziemy, wciąż możemy pozbierać rozbite kawałki naszych planów i z uśmiechem na ustach iść dalej, ufając, że Bóg i tak nad wszystkim czuwa.

Z tego powodu chrześcijanie zwykli być ludźmi zrelaksowanymi i wesołymi. W kulturach niechrześcijańskich humor prawie zawsze przybiera formę sarkazmu i zjadliwych docinek. Poganie także humor traktują jak broń przeciw wrogom. Nawet dowcip jest dla nich poważną sprawą. W społeczeństwie chrześcijańskim żarty i śmiech są wyrazem wiary w Opatrzność.

Świat jest pełen zabawnych rzeczy i sytuacji. Lektura Postylli domowej Lutra czy też lżejszych pism purytanów pokazuje, że nasi przodkowie mieli bardzo dobre poczucie humoru. Jednak w dziewiętnastym wieku dominującym czynnikiem kulturotwórczym w Anglii i Ameryce stali się unitarianie – surowi i pozbawieniu poczucia humoru, niestety często myleni ze swymi purytańskimi przodkami. Unitarianie uważali, że humor ich ojców był zbyt przyziemny i za mało dostojny, a tym samym nie na miejscu. Nie uważali, że życie jest pełne zabawy i humoru, wszystko musiało być poważne. Jest wielką szkodą, że taka postawa zaczęła dominować również w chrześcijańskich kręgach i nierzadko spotykamy chrześcijan, którzy nie potrafią się śmiać, kiedy stanie się coś śmiesznego.

Dobrym antidotum na unitariańsko-wiktoriański brak poczucia humoru są opowiadania angielskiego weterynarza wydane pod pseudonimem James Herriot. Ich pierwszy zbiór nosi tytuł Wszystkie stworzenia małe i duże. Polecam też przezabawny film biograficzny Mozart. W czasach, kiedy ulice były pełne końskich zaprzęgów, nie wymyślono jeszcze wodnego klozetu, a nocnik stanowił stałe wyposażenie każdej sypialni, ludzie w naturalny sposób mieli więcej okazji do śmiechu z bardzo codziennych spraw. Nasze aseptyczne społeczeństwo pozbawia nas tych okazji, przez co, kiedy już się pojawiają, często wywołują szok raczej niż uśmiech na twarzy. Jednak lektura takich fragmentów Pisma Świętego jak Sędziów 3,22-25 pokazuje, że ten typ humoru nie jest obcy również Bogu i jestem pewien, że niejeden Izraelita zanosił się śmiechem na wspomnienie Eglona z Moabu.

Także poganin chce się śmiać. Na swoje nieszczęście podchodzi do życia zbyt serio. Szczery śmiech mu nie przystoi. Abraham nadał swemu synowi imię Izaak, co znaczy: Śmiech. Wszyscy synowie Abrahama są ludźmi, którzy chętnie i łatwo się śmieją. Pozostali jednak muszą wielce się natrudzić, by znaleźć coś, co by ich rozbawiło. Dlatego pogańskie poczucie humoru staje się coraz bardziej ekstremalne i przyjmuje formę pogardliwej złośliwości lub sarkazmu bądź też ma obsesję na punkcie seksu. Lubieżność zastępuje mrugnięcie oka. Nieodzowny jest też alkohol, by z gardeł wydobył się śmiech. W końcu nawet taki humor opuszcza pogańskie społeczeństwo i pozostaje już tylko sadyzm.

Na koniec chciałbym zwrócić uwagę jeszcze na to, że humor chroni przed grzechem. Bóg śmieje się z buntu grzeszników (Ps 2), a śmiech jest jednym z najskuteczniejszych rodzajów broni w walce ze złem. (Widać to szczególnie dobrze na przykładzie powieści Raya Bradbury Jakiś potwór tu nadchodzi). Jeden przykład: Powiedzmy, że młody chrześcijanin widzi zdjęcie, które wystawia go na seksualną pokusę. Zwykle mówi się, że w takiej sytuacji powinien „zwalczyć pokusę”. Jednak walka z pokusą wiąże się między innymi ze skoncentrowaniem się na pokusie, co może prowadzić do poddania się jej. Myślę, że lepszym rozwiązaniem jest śmiech. Faktem jest bowiem, że większość tego typu materiałów z seksualnym podtekstem jest po prostu śmieszna. Jeśli więc nauczymy się z nich śmiać i kpić, to uchroni nas przed ich sieciami.

III.

Przejdźmy teraz do omówienia sztuki, literatury, architektury i muzyki. Jak sugeruje to słowo „gra” odnoszące się do zabawy i sportu z jednej strony, a do muzyki i sztuki z drugiej, między tymi dwoma sferami zachodzi pewien związek – w obu mamy do czynienia z określoną dozą przyjemności i rozrywki. Jednocześnie sztuka jest sprawą poważną, a nie tylko zabawą. Zauważamy to między innymi w ustanowionym przez Boga artystycznym wymiarze nabożeństwa. Współcześni chrześcijanie często traktują sztukę jako jeszcze jedną formę rekreacji, lecz choć między sztuką a zabawą istnieje pewna relacja, to jednak sztuka i piękno winny znajdować się w centrum życia, ponieważ ich zadaniem jest objawianie chwały i piękna Boga.

Biblia mówi, że mamy ofiarować Bogu najlepsze owoce pracy w postaci dziesięciny. Historycznie rzecz ujmując, najlepsze dzieła sztuki, architektury, literatury i muzyki przeznaczone były do użycia w kościołach w kontekście nabożeństwa. Jednak ponieważ doszło do wielu nadużyć w tej dziedzinie, niektórzy protestanci zdecydowali się usunąć sztukę i muzykę z kościoła. Jednym ze skutków tego jest niski poziom muzycznej oprawy nabożeństwa w wielu kościołach oraz po prostu licha architektura sakralna.

Bóg jest piękny. Jego tron otoczony jest chwałą i splendorem. Nakazał, by kapłani w Świątyni ubrani byli w ozdobne i zaszczytne szaty. Złoto, szlachetny len, piękne kolory, drogie kamienie, wykwintna architektura, profesjonalni muzycy, wyszkolony chór – te wszystkie elementy znajdują się w biblijnych opisach Domu Boga i nabożeństwa.

Sztuka ludowa i sztuki piękne

Powinniśmy rozróżniać między sztuką ludową i sztuką tworzoną głównie w celach estetycznych i przeznaczoną do „podziwiania”. Ten drugi rodzaj sztuki jest wyabstrahowany z kontekstu życiowego i funkcjonuje jako coś, co ogląda się z dystansu. Jeśli na przykład namalujemy obraz na ścianie domu, to służy on przede wszystkim przyozdobieniu domu i ten rodzaju sztuki łączy się ze sztuką ludową. Możemy jednak namalować ten sam obraz, oprawić w ramy i powiesić go w galerii, usuwając go tym samym z kontekstu codziennego życia i umiejscawiając w bardziej abstrakcyjnym kontekście muzeum – wystawiając go poza nawias życia. To samo dotyczy tańca – możemy usunąć go z parkietu i przenieść na scenę i tym samym sprawić, że ludzie zamiast uczestniczyć w tańcu, będą go oglądać.

Mówiąc o sztuce „do podziwiania”, możemy dokonać kolejnego podziału na sztukę popularną i sztuki piękne, a różnica między nimi polega przede wszystkim na zdolnościach potrzebnych do ich tworzenia oraz na poziomie komunikacji – sztuka popularna ma na celu głównie bawić, podczas gdy sztuki piękne chcą również przekazywać istotne prawdy o świecie i ludzkim życiu.

Większa część, choć nie cała, sztuki ludowej jest surowa i naiwna. Wynika to z samej natury sztuki ludowej, jako że ludzie zazwyczaj nie są ekspertami zdolnymi do stworzenia wybitnie pięknych dzieł. Miejscem, gdzie spotyka się sztuka ludowa i sztuki piękne, jest liturgia historycznych kościołów. Tam właśnie, w czasie formalnego nabożeństwa publicznego, sztuka niewyabstrahowana z życiowego kontekstu i angażująca wszystkich uczestników nabożeństwa osiąga najpełniejszy i najpiękniejszy wymiar. Liturgia obejmuje wszystkie rodzaje sztuki. Elementami nabożeństwa są na przykład: choreografia (czynności liturgiczne), muzyka (instrumentalna i śpiew), retoryka (czytanie Słowa i głoszenie kazań), ubiór (szaty liturgiczne), architektura, dekoratorstwo, taniec (procesje i gesty), zapachy (kadzidło).

Chwała liturgii – „przedstawienia” odbywającego się przed tronem Króla królów – polega również na tym, że wystarczy krótkie przeszkolenie, by można w niej uczestniczyć. Tym samym liturgia staje się źródłem najlepszych przejawów zarówno sztuki ludowej, jak i sztuk pięknych.

Kultura posiadająca dobrze rozwiniętą liturgię, jest bogata również w dobrze rozwiniętą sztukę ludową i sztuki piękne. Z drugiej strony, kultura z ubogą liturgią może „poszczycić się” tylko ubogą sztuką ludową przy praktycznie całkowitym braku sztuk pięknych.

Z wielu powodów tak zwane ewangelikalne kościoły odnoszą się z podejrzliwością lub otwartą wrogością do ustalonych z góry schematów liturgicznych wyznaczających porządek nabożeństwa, które w ich wydaniu przypomina raczej sztukę popularną służącą w pierwszym rzędzie rozrywce. Zgromadzeni na sali ludzie oglądają to, co dzieje się na scenie – „przedstawienie” przygotowane głównie przez zespół muzyczny i kaznodzieję. W jednych kościołach oczekuje się, że kaznodzieja będzie chwytał uwagę przez żywą gestykulację i pokrzykiwania, w innych – przez staranną ekspozycję biblijnego tekstu lub wykład doktryny. I choć nie ma nic złego z dobrym wykładzie Pisma Świętego, to jeśli przychodzimy do kościoła głównie lub tylko po to, by wysłuchać kazania, to występujemy w roli biernych widzów, a nie aktywnych uczestników nabożeństwa – przychodzimy nie po to, by wielbić Boga, lecz by zdobyć informacje, co w praktyce często sprowadza się do łechtania uszu.

Bardziej liturgiczne kościoły zazwyczaj wypadają nieco lepiej. W ich nabożeństwie i kościele widać więcej artyzmu, ale i tu często zgromadzona kongregacja występuje w roli biernego w gruncie rzeczy widza.

(Chyba najgorszym przykładem religii „rozrywkowej” są nabożeństwa telewizyjne, w których widz nie jest w stanie uczestniczyć nawet, gdyby chciał. Ludzie nagminnie oglądający telewizyjne nabożeństwa często przychodzą na normalne nabożeństwa z tym samym pasywnym nastawieniem i sprzeciwiają się wszelkim zmianom mającym na celu większe zaangażowanie uczestników.)

Myślę więc, że potrzebujemy nabożeństwa, które byłoby przejawem dobrej sztuki ludowej. Biblia na wielu miejscach stwierdza, że naszym zadaniem jest wypracowanie bogatej liturgii, którą moglibyśmy zaprezentować Królowi królów. Historycznie rzecz ujmując Kościół zwykł tak czynić. Droga do zreformowania całej sfery sztuki prowadzi przez reformę liturgii. Widzimy to na przykładzie Ameryki, która choć liczbą mieszkańców znacznie przewyższa takie kraje jak Francja, Niemcy lub Anglia, to jednak nie może poszczycić się odpowiednio większą liczbą pisarzy, malarzy czy kompozytorów. Powodem jest to, że choć w Europie obserwujemy odwrót chrześcijaństwa, to jednak wysoce rozwinięta liturgia wciąż wpływa na sztukę w tych krajach. W Ameryce jest więcej orkiestr, lecz mniej kompozytorów. Chyba właśnie w sferze muzyki najwyraźniej uwidacznia się wpływ liturgii. Jak zawsze więc, sąd i odnowa muszą rozpocząć się do Domu Boga.

Garść porad

Piękno Boga stanowi wzorzec piękna. Chrześcijanie powinni uczyć się, jak doceniać najlepsze osiągnięcia w sztuce, literaturze, muzyce etc. W znacznej mierze oznacza to zainteresowanie sztukami pięknymi, zwłaszcza wtedy, gdy nie możemy uczestniczyć w pięknej liturgii. Gdzie jednak zacząć? Pozwólcie, że podzielę się kilkoma radami.

Po pierwsze, większość klasycznych dzieł literatury Zachodu jest albo chrześcijańska, albo napisana była pod wpływem chrześcijaństwa. Myślę, że niezłym pomysłem jest zorganizowanie klubów czytelniczych, na których na przykład pastor omawiałby wybrane książki z chrześcijańskiego punktu widzenia. To samo można powiedzieć o sztuce wizualnej. Kiedy więc pojawi się w telewizji ekranizacja jednego z dzieł Szekspira, upewnij się, że ją uważnie obejrzysz. Okaże się bowiem, że przytakujesz Szekspirowi w większości punktów. Oczywiście, wśród autorów, których chrześcijanie mogą docenić, znajdują się nie tylko Tolkien i C.S. Lewis, ale również G.K. Chesterton i Dorothy Sayers. Zachęcam też do literatury fantastycznej pióra: Cordwainera Smitha, Freda Saberhagena, Tima Powersa, Jamesa Blaylocka i Gene’a Wolfe’a. Nie należy też zapominać o poważniejszych dziełach Francois Mauriaca i Fiodora Dostojewskiego. Również lektura Lwa Tołstoja niesie wiele pożytku, nawet jeśli Tołstoj nie był chrześcijaninem, gdyż także w jego powieściach widać chrześcijańskie wpływy.

Po drugie, stosunkowo łatwo jest otoczyć się dobrą muzyką i mam tu na myśli muzykę klasyczną, a niekoniecznie muzykę nadawaną przez chrześcijańskie stacje radiowe, gdzie niestety zbyt często słyszy się utwory po prosu sztampowe, nazbyt ckliwe i w gruncie rzeczy nudnawe.

Nie chodzi jednak o to, że tego typu muzyka zawsze jest zła, ale o to, że zazwyczaj nie jest najlepsza. Współczesna popularna muzyka chrześcijańska wyrosła z pogańskich stylów muzyki i ma za sobą piętnaście wieków rozwoju. Muzyka klasyczna zaś sięga korzeniami do muzyki sakralnej i również może poszczycić się piętnastoma wiekami rozwoju. Zatem który z tych rodzajów muzyki góruje? Który bardziej sprzyja wzrostowi w wierze i poznaniu?

To prawda, że większość wielkich kompozytorów nie była chrześcijanami, prawdą jest jednak również to, że stosowany przez nich kanon muzyki został ustalony przez chrześcijan i obowiązywał od jedenastego do osiemnastego wieku. Potrzeba było dwóch wieków, by zneutralizować ten wpływ w muzyce. Kompozytorzy tacy jak: Mendelssohn, Bruckner, Franck, Poulenc i Messiaen komponowali na chwałę Bożą, tak jak czynili to ich poprzednicy: Machaut, Ockhegem, Josquin des Pres, Bach i Händel. Z kolei jeśli Haydn, Mozart, Beethoven, Brahms, Czajkowski i Wagner nie byli chrześcijanami, czy też wyznawana przez nich filozofia była wręcz antychrześcijańska, to niemniej jednak pracowali w oparciu o chrześcijańską spuściznę i wyobrażenie tego, co wspaniałe i piękne, dlatego większość ich kompozycji wciąż może cieszyć chrześcijan.

Jeśli więc odbierasz klasyczną chrześcijańską stację radiową, słuchaj jej jak najczęściej. Nasyć swoje otoczenie tym, co najlepsze i maksymalnie usuń zeń to, co poślednie. Co nie znaczy, że uważam każdy inny rodzaj muzyki za zły. Bynajmniej. Chodzi tylko o to, by możliwie dużo czasu poświęcać temu, co wybitne.

Chrześcijanie nie muszą obawiać się sztuki. Bóg chce, byśmy wiedli piękne życie i pomnażali piękno na Jego chwałę. Jak długo szukamy najpierw Królestwa Bożego, tak długo nie musimy obawiać się, że dobra literatura, sztuka lub muzyka odwiodą nas od Boga.

A co z tańcem? Z powodu erotycznych podtekstów towarzyszących wielu rodzajom tańca, chrześcijanie zwykli odnosić się do tańca z podejrzliwością. Biblia jednak mówi, że można tańczyć także na cześć Boga, a nawet wzywa do tego (Ps 150,4). To znaczy, że taniec nie jest zły sam w sobie. Romantyczny taniec męża z żoną jest jak najbardziej na miejscu. Nie sądzę jednak, że mąż powinien być szczęśliwy, jeśli jego żona spędza cały wieczór w objęciach innego mężczyzny. Należy jeszcze dodać, że również niektóre tańce ludowe są wolne od erotycznych elementów. Chrześcijanie więc powinni z uwagą odnosić się do tańca, tak jak do każdej rzeczy, nie mogą jednak negować i odrzucać piękna ciał w ruchu, jeśli służy to wielbieniu Boga.

Telewizja

Telewizja stanowi problem, ponieważ uzależnia. Oglądanie telewizji zazwyczaj nie angażuje umysłu tak, jak lektura książki lub uważne słuchanie symfonii. Przed telewizorem siedzimy pasywnie w oczekiwaniu na rozrywkę, co wbrew intencjom może wpływać na nas przygnębiająco. Zbyt dużo czasu spędzonego przed telewizorem rozleniwia. Człowiek musi wkładać jakiś wysiłek w to, co robi.

Innym problemem jest to, że nasze dzieci za długo oglądają telewizję zamiast grać, bawić się, ćwiczyć ciało i umysł lub pomagać w domu. Dzieci o prostokątnych oczach wychowane na „szklanym smoczku” bywają źle przygotowane do przejęcia obowiązków związanych z dorastaniem.

Trzeba też dodać, że telewizja zwykle pompuje wprost do naszych domów pogańską filozofię życia atrakcyjnie zapakowaną w formie kreskówek, seriali i nie zawsze śmiesznych programów rozrywkowych. Ci zaś, którzy decydują się na telewizję kablową, muszą pogodzić się z obecnością kanałów pornograficznych w ofercie.

Czy więc radzę wyrzucenie telewizora przez okno? Bynajmniej. Takie rozwiązanie bywa zaprzeczeniem zdolności Boga do zdyscyplinowania nas. Musimy raczej uczyć się panować nad tym, co i jak robimy. I nie ma tu żadnej magicznej formuły do zastosowania. Jedni stawiają na odbiorniku skarbonkę i wrzucają dwa złote za każdą godzinę oglądania. Ale jak wielu ludzi jest w stanie wytrwać w tym reżimie, zwłaszcza kiedy uświadomią sobie, że w gruncie rzeczy pieniądze i tak wracają do ich portfela? Można oczywiście przeznaczyć te pieniądze na zbożne cele, ale chyba najprościej jest postanowić, by włączać telewizor tylko w celu obejrzenia tego, co na prawdę jest tego warte. Oczywiście, może się okazać, że w takim układzie prawie nigdy nie włączasz telewizora, a więc w gruncie rzeczy możesz się go całkiem pozbyć. Jednak z drugiej strony są dostępne w telewizji lub na nagraniach dobre koncerty, przedstawienia, filmy etc. Może powinniśmy z tego skorzystać?

A co z programami rozrywkowymi? Myślę, że nie ma żadnego problemy w spędzeniu określonego czasu na czytaniu powieści lub obejrzeniu filmu. Byle tylko wystrzegać się śmieci, które niestety dominują na szklanym ekranie. Brak w nich humoru, głębi i morału.

Znów pomocna okazuje się zasada: filtrowanie i obiektywizm. Im jesteśmy starsi, tym łatwiej powinno przychodzić nam wychwycenie i zrezygnowanie z tego, co głupie i zbyteczne. Z wyjątkiem Pisma Świętego wszelka literatura jest mieszanką dobrego i złego. Czasami dobre zdecydowanie przewyższa złe, co sprawia, że odfiltrowanie złego jest stosunkowo łatwe. Czasami złe zdecydowanie przewyższa dobre, co sprawia, że decyzja o odrzuceniu całości jest łatwa i oczywista. Czasami dobro i zło przemieszane są tak dokładnie, że sprawa się komplikuje, a pamiętajmy, że różni ludzie posiadają różne zdolności do oceniania i filtrowania danych treści. Istnieją zatem filmy i książki, których dzieci nie powinny oglądać lub czytać, ale które dorośli mogą docenić. Tego rodzaju decyzje są jednak decyzjami indywidualnymi i trudno jest ustalać dla nich ścisłe kanony.

Zasadą pozostaje to, że chrześcijanin poświęca mniej czasu na oglądanie telewizji i jest przy tym bardziej wybredny niż poganin.

Na koniec kilka słów o chrześcijańskich stacjach telewizyjnych. Niestety większość z nich niewiele jest warta. Kazania w nich wygłaszane to zazwyczaj śmiecie, a nie solidna ekspozycja Pisma Świętego. Nie bardzo pomagają w dojrzewaniu w wierze. Ponadto często konkurują z kościołem w zabiegach o twój czas i pieniądze. Po drugie, choć rozrywka w nich oferowana zwykle mniej jest nasączona grzechem, to jednak i tu nie zawsze mamy do czynienia z dobrą selekcją programów. W końcu, jeśli spędzasz mnóstwo czasu, oglądając chrześcijańskie programy, może zabraknąć ci czasu na zrobienie czegoś dobrego. Może więc lepiej oglądaj je, zmywając naczynia lub prasując ubrania, bo zwykle nie są warte twej pełnej uwagi.

IV.

Filmy

Filmy mają wielką siłę oddziaływania ponieważ zwykle ogląda się je w zaciemnionym pomieszczeniu, na dużym ekranie, z uwagą, a ponadto filmy czerpią z wielu gatunków sztuki: muzyki, teatru, malarstwa etc. Oglądanie filmu może więc być ubezwłasnowolniającym doświadczeniem zwłaszcza dla młodych osób, które nie potrafią odpowiednio przefiltrować informacji i zinterpretować filmu z pewnego dystansu.

Niektórzy chrześcijanie uważają, że filmy Disneya są wyjątkiem i nie stanowią żadnego zagrożenia dla młodej publiczności. Do pewnego stopnia tak rzeczywiście jest, ponieważ w tych filmach nie spotykamy grzechu i zła w tym samym stopniu co w innych produkcjach. Z drugiej strony, perspektywa Disneya nie jest chrześcijańska. W większości filmów, za wyjątkiem kilku starszych, Bóg nie występuje jako miara dobra i zła. Filmy Disneya przedstawiają co prawda moralizatorski, lecz pozbawiony Boga światopogląd, który nie wytrzymuje próby czasu. Pokolenie wychowane na Disneyu cechuje wzmożony pociąg do narkotyków.

W Królewnie Śnieżce i siedmiu krasnoludkach chrześcijańskie wątki pojawiają się w tle (zwiedzenie i upadek, jabłko, demoniczna czarownica, siedmiu anielskich stróżów, zbawienie dzięki miłości księcia). W najlepszym filmie animowanym Disneya, Pinokio, te wątki są jeszcze wyraźniej widoczne (kuszenie i dojrzałość, wolność i odpowiedzialność, poświęcenie i zmartwychwstanie). Jednak trzeba zwrócić uwagę na to, że wszystkie te elementy są obecne już w oryginalnych opowiadaniach.

Chrześcijanie mogą docenić moralne przesłanie niechrześcijańskich filmów, np. Gwiezdnych wojen, ponieważ w ostatecznym rozrachunku rozróżnienie na dobro i zło ma swoje źródło w chrześcijańskiej wierze. Oprócz Boga Biblii nie istnieje żadna miara dobra i zła. Ale jeśli w Gwiezdnych wojnach „moc” jest etycznie neutralna i sama w sobie posiada ciemną i jasną stronę, to na jakiej podstawie można odróżnić dobro od zła? Trylogia nie odpowiada na to pytanie, bo też nie może. Jednak jako chrześcijanie zgadzamy się z tym, że Lord Vader i jego Imperator są źli, zaś Luke, Han i Leia są dobrzy. Choć nie zgadzamy się, że prawość i zło sprowadzają się do dobrych lub złych uczuć, jak sugerują to Gwiezdne wojny.

Filmy sprawiają chrześcijanom jeden podstawowy problem – wychowaliśmy się z przekonaniem, że służą one głównie rozrywce i że możemy się całkowicie zrelaksować, kiedy oglądamy Disneya lub Gwiezdne wojny. Przecież nie znajdziemy w nich seksu, krwi ani wulgarnego języka. Jednak każdy rodzaj literatury, a film jest w pewnym sensie literaturą, wymaga umysłowego zaangażowania i etycznego wyczulenia. Nawet jeśli jakiś film nam się podoba, musimy zachować doń krytyczny dystans. Z drugiej strony, możemy zachować ten dystans, nie unikając kina. Nie trzeba bać się filmów. Zawsze można wyjść z kina lub wyłączyć telewizor. Jeśli więc lubisz Supermana lub Gwiezdne wojny – nie ma sprawy, lecz nie bądź bezkrytyczny.

Współczesne filmy są często wulgarne i agresywne i wymagają od widza dojrzałości i obiektywności. Wystarczy wymienić Dwa światy – film o chrześcijaństwie i pornografii, lub Pod czułą kontrolą – historię o tym, jak Bóg nawraca grzesznika. Kościół jednak nie może ustanowić jednakowych wytycznych dla wszystkich ludzi. Chrześcijanin – z ostrożnością – musi sam podejmować decyzje, co oglądać, a co pominąć.

Niektórzy postępują jednak wedle zasady: Jeśli coś nie jest dobre dla dzieci, to nie jest też dobre dla dorosłych. Na pierwszy rzut oka brzmi to pobożnie, ale w gruncie rzeczy jest odrzuceniem Bożego wezwania do dojrzewania. Jest wiele rzeczy, z którymi dorośli mogą mieć kontakt, choć są one niebezpieczne dla młodocianych. Zaś takie nastawienie przeszkadza w realnym zaangażowaniu się w świecie, w którym Bóg nas umieścił. Należy zatem uznać, że choć pewnych dzieł nie włączylibyśmy do kanonu lektur szkolnych, to jednak są one pomocne w dochodzeniu do dojrzałego poznania świata, a tym samym w służbie Bogu. To samo można powiedzieć o niektórych filmach.

Pozwólcie, że zasugeruję kilka pytań, na które warto odpowiedzieć w drodze do kina. Po pierwsze, czy film jest lekki (np. E.T.) czy też poważny i ciężki (np. Ojciec chrzestny)? Po drugie, jeśli film jest poważny, to czy oczekuję, że pozwoli mi on zdobyć wartościową wiedzę i rozwinąć się? Nawet jeśli pewne jego elementu są nieprzyzwoite lub złe, to czy, po odpowiednim przefiltrowaniu treści i przesłania, jako dojrzały chrześcijanin żyjący w nowoczesnym świecie mam wystarczające powody do jego obejrzenia? Po trzecie, jeśli film jest rozrywkowy, to czy jestem przygotowany do krytycznej jego oceny, nawet jeśli film mnie rozbawi?

Innymi słowy, poważne filmy nie koniecznie muszą bawić. Dwa światy, film o chrześcijaninie, który odkrywa, że jego córka zaangażowała się w pornografię, nie jest przyjemnym obrazem. Wart jest jednak obejrzenia, ponieważ wymierzony jest zarówno w Hollywood, jak i pewien rodzaj płytkiego chrześcijaństwa. Nie oczekujmy jednak po nim rozrywki w disneyowskim stylu.

Z drugiej strony, nawet filmy rozrywkowe wymagają uważnego oglądania, gdyż w dzisiejszych czasach niewiele jest stricte chrześcijańskich produkcji.

Filmy fabularne

Od czasu do czasu w bardziej konserwatywnych kręgach chrześcijańskich teologów odżywa krytyka pod adresem zarówno beletrystyki, jak i opartych na niej filmów. A ponieważ utożsamiam się z tymi kręgami, a jednak uważam, że ta wrogość jest niefortunna, dlatego chciałbym omówić pewne pozytywne aspekty literatury pięknej.

Bóg zlecił człowiekowi dwojakie zadanie – mamy kultywować i strzec to, co On nam powierzył. Bóg przyprowadził do Adama zwierzęta, by mógł lepiej zrozumieć swoje powołanie, a także rozpoznać, że potrzebuje pomocnika, by być dobrym gospodarzem. Adam nazwał (opisał i skatalogował) zwierzęta, używając do tego wyobraźni i zdolności do ekstrapolacji. Później Bóg przyprowadził do człowieka inne zwierzę, by nauczyć go, na czym polega rola strażnika. Kiedy jednak Adam zawiódł w tej roli, Bóg usunął go z Ogrodu i zastąpił cherubami aż do przyjścia Nowego Adama.

Wszystko, co robimy, zawiera te dwa aspekty – kultywowanie i ochronę. Czasami jeden dominuje nad drugim. Pewni ludzie w swej pracy bardziej skupiają się na jednym, pozostali na innym. Jednak każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu jest zarówno gospodarzem, jak i strażnikiem. To samo dotyczy sztuki. Sztuka pomaga zrozumieć świat i zwiększa nasze możliwości zagospodarowania świata. Sztuka wyznacza też granice naszego życia lub wzywa do nowego ich wytyczenia, co wiąże się z rolą strażników stworzenia. Sztuka popularna zwykle tylko powtarza zastane prawdy i twierdzenia, przez co jest w gruncie rzeczy konserwatywna – w sensie społecznym, a nie moralnym tego słowa. (To dotyczy również muzyki rockowej, jakkolwiek by to dziwnie nie brzmiało. Muzyka rockowa wzmacnia podstawowe schematy i prądy społeczne naszej kultury, co sprawia, że tak mocno oddziałuje na umysły młodego pokolenia).

Mówimy cały czas o literaturze popularnej. Niewielu chrześcijan występuje bowiem przeciwko utworom Szekspira, Miltona, Cervantesa czy też Dostojewskiego. Zajmiemy się zatem czterema najbardziej popularnymi gatunkami: kryminałami, literaturą wojenną, science fiction oraz romansami.

Najpierw jednak jeszcze jednak uwaga. Niebezpieczeństwo beletrystyki wiąże się z naszym do niej podejściem. Można traktować ją tylko i wyłącznie jako sposób ucieczki od realnego świata. Nie musi to być całkowicie złe, jeśli w jakiś sposób łączy się z chrześcijańskim zrozumieniem sabatu. Ale ucieczka w powieść pornograficzną raczej nie wzmocni naszej wiary, podczas gdy ucieczka w chrześcijańską powieść (np. Władcę pierścieni lub Wahadło Foucaulta) może wzmocnić  naszą wiarę. Niemniej jednak całkowite zanurzenie się w literaturę może prowadzić do utraty animuszu i rozleniwienia, jak to zwykle się dzieje, kiedy zbyt wiele czasu poświęcamy na rozrywkę i odpoczynek.

Zatem nie ma nic złego w eskapistycznej literaturze, o ile robimy z niej właściwy użytek. Od czasu do czasu każdy z nas potrzebuje oderwania do codzienności i chwili relaksu. Wszystko jednak można nadużyć.

Kryminały

Do tej kategorii zaliczamy wszystkie historie, których istotnym elementem jest zbrodnia. Mówi się, że tego rodzaju opowiadania rozwinęły się tylko na chrześcijańskim Zachodzie. Dlaczego? Myślę, że z dwóch powodów. Pierwszym jest transcendentne prawo. W pogańskich kulturach prawo bogów jest albo niepoznawalne, albo dostępne tylko kapłanom. Prawo rządzące społeczeństwem jest z kolei tylko wyrazem woli ludzkiego władcy. W takim kontekście nie ma miejsca dla moralnych dylematów obecnych w kryminałach, w których morderstwo i gwałt po prostu muszą być moralnie naganne i to niezależnie od tego, kto je popełnił.

Po drugie, kryminał zakłada powtarzalność przyczyn i skutków. Żadne pogańskie społeczeństwo nie posiada rzeczywistego zrozumienia przyczyny i skutku. Czytając Homera lub innego przedchrześcijańskiego autora, zauważamy, że w ich utworach dzieją się różne rzeczy, którym brak przyczyny lub kontekstu. Wszystko przenika magia. Tylko w oparciu o doktrynę stworzenia możemy posiąść właściwe zrozumienie przyczyny i skutku. Bóg sprawił, że świat zaistniał i to jest podstawą przyczynowości. To znaczy również, że świat można poznać, ponieważ stworzenie nosi znamię Stwórcy. Właśnie dlatego ludzki umysł może zrozumieć Boży świat.

W kryminale wszystko musi ułożyć się w logiczną całość. Kiedy kończymy czytać kryminał i dowiadujemy się, kto jest zbrodniarzem, mówimy: Oczywiście, dlaczego wcześnie o tym nie pomyślałem! Dobry pisarz prezentuje wszelkie możliwe dowody i wskazówki, abyśmy na końcu poczuli się zawstydzeni, że ich nie odczytaliśmy. I żebyśmy tym bardziej podziwiali bohatera, któremu to się udało.

Czy lektura kryminału umacnia chrześcijańskie wartości? Najwyraźniej tak. Wzmacnia nasz zmysł etyczny i przekonanie o uporządkowaniu świata. Upewnia w przekonaniu, że oliwa jest sprawiedliwa, że źli zostaną ukarani, a dobrzy nagrodzeni. Racja, w rzeczywistości nie zawsze ma to miejsce, a przynajmniej w wielu przypadkach musimy czekać do Sądu Ostatecznego i być może wiele historii detektywistycznych niewystarczająco podkreśla ten fakt, ale żaden gatunek literacki nie jest w stanie wszystko zakomunikować.

Wraz z regresem chrześcijaństwa możemy oczekiwać zaniku literatury detektywistycznej. Będzie ona coraz mniej zrozumiała. Co nie znaczy, że każdy kryminał wart jest naszego czasu. Nie musimy jednak czuć się winni, czytając Agatę Christie lub Dorothy Sayers.

Historie wojenne

Wojna jest zła. Jedynym powodem, dla którego chrześcijanie mogą angażować się w działania wojenne, jest osiągnięcie wyższych moralnie celów. Poganie walczą o honor i chwałę lub dla łupów. Kozak Stieńka Razin był opiewany głównie dla jego krwiożerczości. W piosence o nim, słyszymy, że Stieńka spędza zbyt dużo czasu z uwięzioną księżniczką perską. Jego ludziom nie podoba się to, gdyż oznacza to koniec grabieży. Kiedy skargi dochodzą do uszu Stieńki, przysięga już nigdy nie zboczyć z kozackiej drogi i wyrzuca księżniczkę za burtę do Wołgi.

Czy tak wyglądają europejskie i amerykańskie historie wojenne? Nie i to z powodu chrześcijańskich wpływów. Znajdujemy w nich bowiem pewną etyczną podstawę, która sprawia, że np. Szkarłatny Kwiat uwalnia słabych od machinacji złych władców; że naziści są źli, a ci, którzy z nimi walczą – dobrzy. Lubimy takie historie, ponieważ ukazują tryumf dobra nad złem.

Znów musimy zauważyć, że w prawdziwym życiu zwycięstwo dobra nad złem nie zawsze jest szybkie i łatwe. Ponadto, ci, którzy walczą ze złem, sami mogą się nim zarazić (jak ukazał to Dumas w Hrabim Monte Christo). Jak mówi Bóg: „Pomsta jest moja”. Mimo to warto pamiętać, że pojęcie sprawiedliwej wojny jest wybitnie chrześcijańskie i odgrywa znaczącą rolę w większości historii wojennych.

Kiedy dobrzy nie są całkiem dobrzy, trudniej jest napisać powieść wojenną lub szpiegowską. Nie sądzę, że powstanie zbyt wiele książek opowiadających o wojnie w Wietnamie. Sytuacja była moralnie zbyt dwuznaczna. Autor publikujący pod pseudonimem John Le Carre dobrze ukazał ten problem w serii, której głównym bohaterem jest George Smiley. Smiley pod pewnymi względami jest postacią arturiańską, ale jego żona, symbol Anglii, co rusz przyprawia mu rogi. Kiedy okazuje się, że Ann ma romans z rosyjskim agentem, Smiley (Artur) oraz Peter Guillam (Piotr Obrońca, Kościół?) stają przed dylematem, jak w takiej sytuacji strzec Anglię. Czy Anglia w ogóle zasługuje na ochronę? Później Smiley odrzuca Ann i poświęca się ochronie uciekinierów z krajów rządzących przez komunistyczne reżimy. Oni przynajmniej w jakimś stopniu zasługują na jego uwagę. Krytycy mają czasami autorowi za złe, że w jego powieściach brakuje typowych bohaterów, ale to jest przecież jego przesłaniem – w czasach takich jak nasze nie ma miejsca dla prawdziwych bohaterów. Być może Le Carre czasami nieco przesadza, ale w gruncie rzeczy trzeba zgodzić się z jego krytyką pochrześcijańskiego Zachodu. Jak można opowiedzieć się po stronie sprawiedliwości, jeśli wszędzie czai się zdrada?

Science fiction

Fantastyka naukowa to pewien rodzaj literatury fantastycznej, któremu technika ma dodać wiarygodności. W swych założeniach literatura science fiction jest bardzo chrześcijańska, choć niewielu autorów SF to chrześcijanie (spośród nich można wymienić: C.S. Lewisa, Cordwainera Smitha, Freda Saberhagena, Tima Powersa, Gene’a Wolfe’a czy też Jamesa Blaylocka). Technika jest wybitnie chrześcijańskim fenomenem. Poganie wierzą, że manipulacja naturą obraża duchy, a jedynym sposobem wpływania na rzeczywistość jest magia, dlatego w pogańskich kulturach nie rozwinęła się technika.

Chrześcijaństwo głosi, że świat jest wolny od demonów i złych duchów, a jednocześnie zachęca ludzi, by przemieniali świat. Człowiek nie może grać Boga (przy pomocy magii) i dlatego jedynym narzędziem do przekształcania świata jest technika. Nie sposób zignorować fakt, że dwie wielkie epoki rozwoju technologicznego w dziejach świata były ściśle związane z chrześcijańskim Średniowieczem i protestancką Rewolucją Przemysłową.

Tym, co różni science fiction od fantasy, jest uwiarygodnienie zdarzeń zachodzących w opisywanym świecie raczej przy pomocy techniki niż magii. Tym samym SF potwierdza chrześcijańskie twierdzenie, że postęp przynajmniej częściowo zależy od technologicznego rozwoju.

Oczywiście, większość powieści science fiction to w rzeczy samej historie detektywistyczne, wojenne lub miłosne jednak umiejscowione w przyszłości. „Czysty” gatunek SF ukazuje konsekwencje rozwoju technologicznego. Typowym tego przykładem jest Bezgłośny pistolet Roberta Sheckleya, gdzie autor zastanawia się nad konsekwencjami użycia broni laserowej. Kiedy bohater ląduje na nowej planecie i zostaje zaatakowany przez lokalne stwory, natychmiast je odstrzela. Zauważa przy tym, że ponieważ laser nie wydaje żadnego huku, pozostałe przy życiu zwierzęta nie są przestraszone. Zniknięcie innych zwierząt zdaje się nie robić na nich żadnego wrażenia, więc nadal atakują bohatera.

Niektóre ze strzałów trafiają w statek kosmiczny, który po jakimś czasie wygląda jak szwajcarski ser. Kiedy w końcu przylatuje ekipa ratunkowa, zauważa, że bohater używa pistoletu laserowego już tylko w jednym celu – do wbijania gwoździ. (Może z inspiracji Shekleyem George Lucas wymyślił laserowy miecz, by uniknąć niedogodności przezeń opisanych).

Science fiction ukazując przyszłość, korzysta z biblijnego, czyli liniowego a nie cyklicznego pojmowania historii. Ponadto fantastyka naukowa bardziej niż inne gatunki literackie wykorzystuje wyobraźnię. Z drugiej strony przyszłość opisana w większości utworów SF jest niechrześcijańska (wyjątkiem jest m.in. Cordwainer Smith). Zatem literatura science fiction tylko częściowo utwierdza chrześcijańskie wartości, głównie w swych założeniach, lecz niekoniecznie w przesłaniu.

Warto dodać, że wielu autorów SF przestaje pisać fantastykę naukową i zwraca się w stronę fantasy (np. Jack Chalker, Robert Heinlein, Andre Norton). Zdaje się, że w którymś momencie górę biorą ich pogańskie założenie, przez co tracą zainteresowanie chrześcijańskim światopoglądem.

Romanse

Z jakichś nie do końca zrozumiałych powodów niektórzy konserwatywni chrześcijanie uznają wyższość małżeństw zaaranżowanych nad małżeństwami z miłości. W ich mniemaniu miłość polega tylko i wyłącznie na przestrzeganiu prawa.

Takie poglądy mają swe źródło raczej w pogańskiej religii niż w chrześcijaństwie. Aranżowanie małżeństw bierze się z przekonania, że ślub młodych tworzy przymierze również między ich rodzinami. Biblia jednak wyraźnie mówi: „Dlatego opuści mąż ojca swego i matkę swoją i złączy się z żoną swoją, i staną się jednym ciałem” (Rdz 2,24). Zatem ślub nie łączy dwóch rodzin, ale tworzy trzecią. Pogańskie kultury zaciemniają ten obraz i na różne sposoby próbują powiązać nową rodzinę z rodzicami.

To prawda, że Abraham zaaranżował małżeństwo Izaaka, ale nie zapominajmy, iż Biblia jasno stwierdza, że Izaak pokochał Rebekę (Rdz 24,67). Dla aranżowania małżeństw z pogwałceniem pragnień młodych nie powinno być miejsca w biblijnym społeczeństwie. Małżeństwo ma być z miłości, ma być romantyczne.

Pismo Święte ukazuje wiele tego przykładów. Wystarczy wspomnieć Jakuba i Rachelę czy też Otniela i Achsę. Podstawą dla takiego porządku jest miłość Boga do Jego Oblubienicy. Czy nie poruszają nas historie wielkich książąt, którzy zakochują się w pokornych wieśniaczkach i sprowadzają je do zamku, by razem szczęśliwie spędzić resztę życia? Dlaczego lubimy takie opowiadania? Ponieważ są tak podobne do Ewangelii (a także Pieśni nad Pieśniami).

Romantyczna literatura rozwinęła się tylko na chrześcijańskim Zachodzie pod wpływem Ewangelii. Romanse mogą być smutne lub radosne, wszystkie jednak znajdują pierwowzór w historii Chrystusa i Kościoła.

Nie chodzi przy tym o to, że każdy romans wart jest swej ceny, ale o to, że każdy romans wyrasta z chrześcijańskiego fundamentu. Historie miłosne cieszą się tak dużą popularnością na pochrześcijańskim Zachodzie, ponieważ wciąż wielu z nas myśli o miłości zgodnie z chrześcijańskimi kategoriami. W Średniowieczu romanse wyparły pornografię, ale dziś obserwujemy odwrotny trend.

Chrześcijańskie małżeństwo powinno być romantyczne, a jeśli nie jest, dobrym lekarstwem jest duża dawka dobrych romansów, które w ostatecznym rozrachunku powtarzają historię Chrystusa i Jego Wybranki.

Podsumowanie

Moim celem nie było szczegółowe i wyczerpujące omówienie wszelkich aspektów popularnej literatury. Chciałem raczej zwrócić uwagę na to, że cztery najpoczytniejsze gatunki literackie powstały w oparciu o biblijne założenia i nie mogą bez nich istnieć. Choć dużo współczesnych utworów pozostawia wiele do życzenia, to mimo wszystko chrześcijanie mogą i powinni docenić sporą ich część.

W końcu gdzie znajdziemy lepszą historię detektywistyczną niż biblijna historia sądu i odkupienia? Co jest lepszą historią wojenną niż dzieje walki Boga z Jego przeciwnikami? Jaka powieść lepiej opowiada o przyszłych doświadczeniach ludzkości niż historia Królestwa Bożego? Gdzie znajdziemy bardziej frapującą historię miłosną niż w opowiadaniu o Chrystusie i Kościele? Tak, wiele współczesnych utworów to tylko tanie kopie, ale skoro podoba nam się oryginał, to może docenimy i kopie (pod warunkiem, że nie są zdegenerowane). Naśladowanie Boga jest przecież powołaniem człowieka stworzonego na Jego obraz.

Tłumaczył Bogumił Jarmulak.

Tytuły oryginałów: Arts & Play. Part 1-4. Artykuły ukazały się w: Open Book Newsletter, nr 5-8. www.biblicalhorizons.com